Uprawiałam sex z dwoma mężczyznami. Z jednym tworzyłam związek przez kilkanaście miesięcy, to z nim straciłam dziewictwo. Nie żałuję tego ani trochę, bo go kochałam. Z drugim popłynęłam, jak nigdy. Postanowiłam odłożyć strach, rozsądek i uczucia i zaszaleć, dałam się porwać emocjom i chwili. Przyznam, że sama się sobie dziwie. Zawsze stapałam twardo po ziemi. Rozsądnie planowałam życie i krok po kroku realizowałam grafik. Teraz nie mam czego planować, wiele spraw straciło sens i datę ważności. Wcześniej nigdy bym się nie zgodziła na sex z kimś takim, jak Pan C, ale czułam się taka bezpieczna w jego ramionach, choć najbardziej przemawiało do mnie to podniecenie, które czułam. On był taki inny, calkiem odlegly niż znani mi mężczyźni. Zachowywał się tak naturalnie, nawet kiedy przeklinał głośno krzycząc przechodziły mnie ciarki, kiedy żartował bez sensu i nie wiedziałam o co mu chodzi też byłam zachwycona. Okłamywałam go, gdy zadzwonił że zaraz przyjedzie, że za godzinę dopiero wracam do domu, żeby mieć czas na przygotowanie swojego ciała, na jego dotyk. Ubierałam się tak, żeby nie potrafił oprzeć się pokusie. Tak! - robiłam to celowo, bo chciałam go uwieźć. Dekolt, krótkie spodenki, wszystko na pokaz, ale ze smakiem. Niewygodne niebotyczne obcasy, które tak cholernie wydłużały mi nogi. Pofalowane włosy, czerwone usta, a przy nim, co chwilę zbierałam włosy w kok na zmianę je rozpuszczając. Matko! Ile ja przeczytałam poradników o sztuce uwodzenia. Może to i żałosne, ze potrzebowałam w tym temacie porad, ale to wszystko dzialało. Choć... na własne życzenie sprawiłam, że pożądał mnie tylko i wyłącznie, jako obiekt seksualny. Sam mówił, ze przy mnie się męczy, że uwielbia mnie obmacywać. Używał tak dosadnych określeń, kiedy mialam gorszy dzień pytał wprost, czy chce się bzykać. Nienormalne wiem, ale mnie to kręciło. Ta jego bezpośredniość. Wyszłam na łatwą lale, pierwszy raz, ale nie przeszkadzało mi to. Było cudownie i tak namiętnie! Dzwonił - ja leciałam. Źle to wszystko rozegrałam, jeśli chciałabym stworzyć z nim związek, ale znajomość na kilka spotkań - tą opcję rozegrałam idealnie! Można uprawiać sex bez uczuć. Nie trzeba kochać. Trzeba tylko czuć te ciepło między udami, kiedy on na ciebie patrzy i pożądać jego ust... O tak! Tego potrzebowałam! Jednak, jak to znajomość na kilka spotkań skończyła się po 9 spotkaniach. On wiedział, że pożąda mnie nie jeden facet i chyba lubił tą świadomość, że to on w danej chwili mnie ma. Dobrze było!