Zakończyła się moja znajomość z Panem C. Przyznam, że żałuję, że to się tak potoczyło i co dziwne nie chodzi mi tutaj o 3minutowy sex... ale o to, że już go nie spotkam, nie poczuję siły jego ramion... Myślę o nim codziennie i choć jestem przekonana, że go nie kocham to brakuje mi tego szaleństwa. Podobało mi się, że nie był aż taki dostępny. Kiedy byliśmy razem był tylko dla mnie, ale kiedy ja wracałam do siebie - całkowicie zapominał, że istnieję. Ten facet to była maszynka do sexu! Żaden inny nie potrafił ze mnie wyciągnąć tak wiele w tak krótkim czasie. Niestety ta znajomość należy już do przeszłości ale jestem pewna, że o Panu C. nie zapomnę nigdy, że to była jedna z przygód mojego życia.
Zastanawia mnie od jakiegoś czasu pewna sprawa... Mianowicie chodzi o to, ze teraz każdego faceta porównuje do Pana C. i mam wrażenie, ze tylko mężczyzna taki, jak on jest w stanie mnie zainteresować do tego stopnia żebym chciała przy nim zostać na dłużej. Poznałam kolejnego faceta, również starszego o ok 10 lat i teraz pojawił sie problem, bo i owszem - kolega Ned (tak będe go nazywać) jest opiekuńczy, zabawny, może trochę zbyt gadatliwy ale przynajmniej nie ma tej niezręcznej ciszy, ale nie kręci mnie tak jak Pan C. Trzymaliśmy się przez chwile za rękę, nawet mnie pocałował, ale jak sobie pomyśle, że miałabym się z nim całował, obmacywać to nie jestem tak podniecona, jak na myśl o pieszczotach Pana C. Nie chcę go skrzywdzić, bo się facet zaangażował, pisze codziennie, aranżuje spotkania, a u mnie jest bez rewelacji... RATUNKU!